0007-8267-155x220_b_sml_120

DASEIN DESIGN (2011)

Autor:  Ninétte Nerval
Gatunek: Poezja
Wydawca: Miiatura
Data wydania: 2011
Data dodania:  13 maja 2013, 23:34:56
ISBN: 978-83-7606-243-3

Krótki opis:

..." Tu przynajmniej rozpasanie znaczeń (semiotyczna zadyszka?) i słowna hucpa mają solidne podstawy filozoficzne, erudycyjne korzenie. Te zbitki słów wydają się przez to gęściejsze, bardziej po Rimbaudowsku bezczelne, rzeczywiście odkrywcze." Karol Maliszewski. Poetyka Kryzysu i jej skrajne realizacje (...)Może trzeba uciec od wielkich narracji i skupić się na tym, co indywidualne w literaturze, a tym samym niezarażone uniwersalnym Kryzysem. I tego można by było oczekiwać po poetce doskonale poruszającej się we współczesnej estetyce, dojrzałej warsztatowo, innymi słowy: znającej grypserę współczesnej diaspory piszących. Ninette Nerval, bo o niej mowa, tworzy książkę, w której w niezwykły sposób próbuje udowodnić nam, zaprzęgając w to wielkie filozoficzne figury od Dasein począwszy, że osłabiony podmiot liryczny wciąż ma się świetnie i wręcz ostentacyjnie stara się nawiązać zerwaną nić z uśmierconym autorem. Poetka zaczyna swoją opowieść od siebie i na sobie kończy. Wydaje się być przy tym niezwykle autentyczna. Czy to naiwność, czy może ignorancja? Nic z tych rzeczy. Cały tomik jest rodzajem podróży przez wszystkie formy Heideggerowskiego urzeczywistniania się bytu w świecie. Dasein jako kategoria filozoficzna potraktowane zostało niczym linia produkcyjna jej książki. Z każdym wierszem poetka ujawnia inny moment, rodzaj doświadczenia podmiotu. Wytwarza tym samym swoje kolejne wcielenia, czy jak kto woli – awatary bytu. Pierwsza rzecz, jaką należy tu zauważyć, to fakt, że każdy tekst jest jedynie częścią składową i choć różnią się one znacząco, często sobie pozornie przecząc, starają się tworzyć jedną opowieść, jedną narrację. Dlatego należy je odczytywać wręcz jako poemat tożsamości narracyjnej, który z małymi wyjątkami tworzy harmonijną całość. Tą całością ma być obraz podmiotu. I właśnie tu następuje ciekawe pęknięcie. Niespójność czy też niejasność retoryczna (o którą tak dbał Macierzyński) refleksji filozoficznej nie musi, a nawet nie powinna być traktowana jako jej słabość. Podmiot tak wyrażony dowodzi, że ukazująca się w narracji tożsamość nigdy nie jest spójna, a to mogłoby dawać nadzieję na zerwanie z tradycyjną metafizyką, głoszącą koherentne, posiadające swoje centrum „Ja”. Podstawowa różnica między poezją Nerval i Macierzyńskiego sprowadza się do rodzaju narzędzi, jakie zostają użyte do opisu doświadczenia. Tak jak u autora Antologii wierszy ss-mańskich mieliśmy do czynienia z figurą maski, u Nerval pojawia się inna Agambenowska figura – twarzy: Twarz nie musi przekazywać jakiejkolwiek treści, aby pozostać twarzą, tak samo jak język, który jeszcze nic nie znacząc, wciąż może pozostać językiem. Twarz jest czystą otwartością każdego człowieka, to za jej pośrednictwem wystawia on samego siebie na spojrzenie innych, czyniąc ją miejscem wspólnym dla wszystkich. Z tego względu twarz jest jedyną lokacją wspólnoty, jedynym możliwym państwem. Jednak z tego samego powodu twarz nigdy nie jest czymś „autentycznie moim” – jest tym miejscem, w którym prezentując siebie, wystawiając się na spojrzenia innych, oddalając się od własnego obrazu, staram się z powrotem uchwycić ekspozycję siebie.(11) I właśnie tak czujemy się w państwie Nerval. Jej oddalanie się od siebie i ponowne, bardzo często konfesyjne zbliżenie, dotyczące terapii w szpitalach psychiatrycznych, reakcji na leki, jakie zażyła, czy wręcz intymne wspomnienia pierwszych inicjacji seksualnych ukazują nam przestrzeń, w której poetka, czy tego chce, czy nie, wystawia się na spojrzenie Innego: Chciałabym być świętą. Mieć święte ciało dziewicy sterylne, koszerne myśli, członki. Mam lustrzane odbicie, widziałam w łazience. Mam żółte białka oczu nieznośnie. Mam sukienkę za dużą, o dwa rozmiary. Mam w niej narzędzie za ostre... [„Korperleiblichkeit”] Jest to w filozofii dobrze znany i świetnie opisany przypadek. We współczesnych dyskursach często mówi się o doświadczeniu podmiotu właśnie tak, jak czyni to Nerval. W tym miejscu po raz kolejny pojawia się także Blanchot, u którego – podobnie jak u młodej poetki – odnaleźć możemy: …specyficzne doświadczenia (związane z rehabilitacją cielesności i afektywności, erotyzm, przemoc, konstatacja), w których jednostka komunikuje się, poza wszelką ogólnością i powszechnością, z własną niepowtarzalnością właśnie w momencie, gdy w w nostalgicznym ruchu ku otchłannym źródłom przekracza skończone granice swojej, odczuwalnej jak ciężar, przymus i przekleństwo, skończonej tożsamości.(12) I właśnie ten moment przekroczenia powinien nas w tego typu poetykach interesować najbardziej. Rodzi się tu jednak pytanie, co dalej? Co nam z tej konfesyjnej poetyki pozostaje poza „przyjemnością” tekstu czy dobrą znajomością pseudobiografii autora? Przejście w sferę publiczną odbywa się przecież nie tylko za pomocą ukazania twarzy. Trzeba pamiętać, że „twarz” przejawia się przede wszystkim w języku. To język jest przestrzenią, w której jej intymność nabiera charakteru politycznego. Mało tego, to w języku zachodzi pierwszy rozłam pomiędzy doświadczeniem a jego wyrażaniem, co doskonale ilustruje wiersz „Język jest domem bycia”: Lubię słowo 'taboret'. Le taborrette. W ogólę lubię słowa, mieć je na końcu języka, zaganiać je do ślepego zaułku bycia. W końcu język jest domem bytu. Jak powiedział kiedyś jeden ukąszony przez faszyzm filozof. [...] Lubię kiedy podmiot gwałci przedmiot. Jednak kiedy mówi się o języku jako Heideggerowskim domu bytu/bycia, od razu nasuwa się kategoria upadku. Jest to moment, w którym byt jakby upada w świat, upada za pomocą języka i staje obok rzeczy, którą nazywa. Język staje się jego urzeczywistnieniem i potwierdzeniem, wręcz gwarantem bycia w świecie. Ale tu rodzi się pewne niebezpieczeństwo, ponieważ dla współczesnej filozofii języka, począwszy od Heideggera, język jest przede wszystkim domeną śmierci, a jak wiemy kategorię śmierci czy też śmiercionośnej siły nazywania doskonale podchwycili wspomniani już poststruklturaliści z de Manem na czele. Czyżby więc znów piękna bajka o konstruowaniu podmiotu, który mógłby, wbrew Kryzysowi, jakoś się urzeczywistnić, okazała się jedynie bańką mydlaną, za którą stoi czysty Nihilizm? Chyba właśnie tak się dzieje również w książce Nerval. Agata Bielik-Robson stan ten opisuje w następujący sposób: Kiedy więc język nazywa rzecz – tego kota, tę kobietę (by sięgnąć do przykładów przytaczanych przez Blanchota) – nazywając ją, dokonuje jej destrukcji, jednocześnie nie dając nic uchwytnego w zamian. Staje się ona inskrypcją swojego desygnatu, czyli, dosłownie rzecz biorąc, jego nagrobkiem. O ile pisarz może jeszcze się pogodzić z uśmierceniem „tego kota”, a nawet „tej kobiety” [...], o tyle destrukcja jego własnego ja w słówku ja staje się dlań powodem nieukojonej melancholii. Śmiercionośna strzała języka tu godzi szczególnie boleśnie, właśnie tu, gdzie ja najbardziej garnie się do ekspresji, do utwierdzenia się w imieniu.(13) Nerval w swoich wierszach, przedstawiając się nam i zapisując swoje artystyczne inicjały, już od początku umieszcza nas w nihilistycznej przestrzeni, gdzie polis pozostaje tylko jałową przestrzenią bytu, niezdolną do wygenerowania jakiejkolwiek pozytywnej wizji rzeczywistości. I nawet jeśli można by było wyjść poza samo doświadczenie Nerval w przestrzeń gry politycznej, czy też społecznych oddziaływań, to wszystko rozbija się o Kryzys. I tu nie chodzi jedynie o uśmiercanie rzeczywistości na poziomie dyskursywnym. Co dzieje się z naszym polis? „W tym nomadycznym ruchu błądzenia człowiek usiłuje scalić swoje rozproszone w faktyczności istnienie w świecie”(14), jednak jego próby okazują się jałowe, nie ma innego, nowego świata. Poetyka Nerval jest jedynie nagrobkiem i nie uwalnia siły performatywnej literatury. Dasein Design okazało się pieśnią żałobną. „Nadając sobie imię – pisze Blanchot – to jakbym śpiewał sobie pieśń żałobną”(15) Głosy Macierzyńskiego i Nerval są jedynie łabędzim śpiewem umierającej ponowoczesności i z pewnością nie możemy uznać, że performatywnie tworzą rzeczywistość, a sam zwrot etyczny, jaki mógłby dokonać się za pomocą ich poetyki, okazuje się, jak przewidział to Agamben, czystą pustą grą gestu wymierzonego w wycofanie i negatywną dialektykę. „To właśnie w produkcji życie i egzystencja się krzyżują, i to wyłącznie ona może i musi nieustannie rewolucjonizować ten związek. To nie utopia, to codzienne życie”(20) Kultura jako źródło cierpień” (Nerval) nie jest stanem, w którym warto trwać, jest stanem, z którym trzeba natychmiast zerwać. Tylko biopolityczne polis i biopoetka, ten „kobiecy” pierwiastek w świecie, są w stanie rzeczywiście zerwać z „męskim” logicznym wykuwaniem bytu, tylko tak „pozbawimy niespójności i kruchości boczne, nieustabilizowane, przypadkowe ścieżki wyjścia z postmodernistycznej tragedii fetyszyzmu (towarowego), nieautentyczności i alienacji”(21) Zwrot ku produkcji to zwrot w stronę narodzin, to figura „porodu”, figura, która w poezji nie tylko kobiecej zaczyna się powoli urzeczywistniać.

Komentarze (2)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się