Elfriede-Kuhr-Strasse 7

Autor: Ninétte Nerval, Gatunek: Proza, Dodano: 28 stycznia 2015, 17:31:05

 

Prof. Dr. Dr Otto Von Klug – to osobliwe nazwisko stanowiło niepodważalny konstruktywny dowód twierdzenia, iż nazwa własna użyta we właściwy sposób jest po prostu skróconą, czy też utajoną deskrypcją określoną. Na deskrypcję, która kryła się za nazwiskiem Von Klug składało się kilka interesujących detali: udawany szklarniowy Meklemburczyk, były austriacki akwizytor, prywatnie pedantyczny drobiazgowy nudziarz, który nie mając wykształcenia lekarskiego był ordynatorem kliniki psychiatrycznej i wystawiał ekspertyzy dla sądów przysięgłych, choć przechwalał się znajomością wielu języków, przysłuchując się nie było właściwie wiadomo czy właśnie mówi po angielsku, niemiecku czy francusku. Można powiedzieć, że fakty opisane w deskrypcji wiązały się z osobą Otto Von Kluga nie mocą przypadku, ale definicji. Jeśli przyjąć, iż Von Klug miał do ludzi stosunek materiałoznawczy, ludzie pokroju Weissa stanowili w jego rozumieniu zapewne materiał trzeciego rodzaju. Z czasem na drzwiach gabinetu człowieka, który był gorącym zwolennikiem założenia komitetu obrony kanibalizmu recesywnego, zawisła tabliczka: Chefarzt Kinder-Rehaklinik Karlsrue. Wszyscy w końcu zrozumieją, powtarzał uparcie Von Klug, że kanibalizm jest jeszcze jednym z przejawów bogactwa natury homo sapiens. Dystrybucja białka ludzkiego, nikomu już niepotrzebnego będąca pod kontrolą medyczną uchroni jego konsumentów przed zakażeniem AIDS. Może rozwiązać problem nadmiernego zagęszczenia populacji, jak choćby pobieranie organów ze zwłok. Zjawisko to występuje w społecznościach, w których mit stworzenia nie jest dość abstrakcyjny. Oczyma wyobraźni widział Von Kluga zjadającego Weissa kawałek po kawałeczku, przeżuwającego kęs po kęsie, trawiącego, żeby wreszcie wydalić produkty wymiany metabolicznej.

...

 

Gaspar Philler krztusił się z nerwów próbując przecisnąć głowę przez rękaw pidżamy, przypominając w tym wszystkim jedną z rzeźb Hansa Arpa. Toporne ciało Von Kluga kładło się na jego wątłym nadbrzuszu. W metrum cztery drugie całym swym ciężarem, niczym zwierzę Otto Von Klug osuwał się całym niechlujnym korpusem, żeby następnie owłosionymi rękami zadawać ciosy w okolicy wątroby. Przyklejony całą powierzchnią dłoni do powłok brzusznych Gaspara Phillera przypominał wygrywającego kanciaste rubata Horowitza, któremu palce kleiły się do klawiatury fortepianu. Niezdolne do niuansów niemieckie palce.

Tak musiałby zapewne wyglądać Hegel przytrzaśnięty Absolutem– pomyślał Gaspar Philler. Jego „firmowe” kilkunastosekundowe legato nie podlegało rozpadowi, tworząc niezwykle solidny fundament tej części badania przypominającego najbardziej stereotypowe ze stereotypowych wykonań Wagnera, Karajanowskie. Z miejsca zwolnił napięcie ciała, posłusznie zapadając się w siedzenie. Kiedy Otto Von Klug przerwał, jego głowa poczęła się poruszać konwulsyjnie, zsynchronizowana ściśle z wirowym ruchem całego tułowia. Po dwóch minutach było po wszystkim.


Komentarze (1)

  • Tak musiałby zapewne wyglądać Hegel przytrzaśnięty Absolutem– pomyślał Gaspar Philler.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się