Montparnasse-Levallois

Autor: Ninétte Nerval, Gatunek: Proza, Dodano: 24 stycznia 2015, 03:23:49

Dni ciągnęły się jak surowe ciasto i tylko czasem w jakichś niespodziewanych pauzach udało mu się przemycić coś swojego, coś co zaburzało ten homogeniczny twór wyznaczający rytm poszczególnych chwil. Wszystko zlewało się do tego stopnia, iż nie sposób było wyodrębnić siebie, czymkolwiek byłoby owe ja, sobą, się, tym bardziej zaś wpaść na tę serię niepowtarzających się dwunastu dźwięków. W Radio France niezawodna pani zachęcała do przesłania życzeń urodzinowych Fryderykowi Chopinowi: "w formie swobodnej lub wierszem". Po chwili dopiero zrozumiał, iż nie chodziło jej o napisanie tego na luzie albo wierszykiem, ale o prozę w przeciwieństwie do mowy wiązanej. Wszyscy w tym kraju kochali piłkę nożną, boks i Chopina, sam nie wiedział czy ma się cieszyć czy może powiesić z tego tytułu. TV5 od dwóch godzin nadawało walkę bokserską Jean Paul Sartre- vs L.F.Celine, której sekundował niezawodny PIVOT, aby następnie uraczyć znudzonych już mocno widzów tyleż nużącym co niepotrzebnym program dyskutującym szanse kandydatów nominowanych do Nagrody Goncourtów. COLUCHE!COLUCHE! Gdyby choć udało mu się w ramach pocieszenia wygrać koszulkę z Coluchem! Garderobiane gapiły się na niego z okien sąsiadującego z jego kamienicą teatru, a on postanowił dać ostatnią szansę rozgłośni Radia France. Transmitowali właśnie operę Czajkowskiego. Istniała tendencja w Palace de Paris grania Eugeniusza Oniegina Czajkowskiego, z nagrania na nagranie, coraz wolniej. Coraz dłuższa opera, każdą frazę cyzelowano, żeby dotrzeć do sedna muzyki, które okazywało się być tam, gdzie zupełnie się go nie spodziewano. W ten oto sposób świat wielkich sal koncertowych witał kolejnego dekadenta, który mógł odtąd czuć się potrzebny w swym zepsutym smaku.

Nagle zrobiło się dojmująco gorąco. Było mu duszno, rozluźnił więc koszulę. Wreszcie miał to z głowy. Nosił się z tym zamiarem od kilku lat. Wreszcie nadszedł ten dzień, napisał ten tekst o Chopinie, w którym skumulowała się jego złość wobec matki, Paryża, Wiedebauma, Heideggera, Radio France i Absolutu, wszystkich których nienawidził, a która w istocie była wymierzona przeciwko niemu samemu. Za co nie znosił Chopina? Za tanie moralizatorstwo. Za ducha, stworzonego wprost dla muzykujących chłopów. Za przerost czołobitności wobec przodków. Za walce, które okazywały się być oberkiem. Za artystyczne efekciarstwo. Za gatissimo i leggiero tercjowych pochodów w prawej ręce oraz sotto voce w lewej. Za pogardę dla teraźniejszości. Za czułostkowość na granicy kiczu. Za bycie pod urokiem stylu brillante. Za nierozwiązany kompleks Edypa. Za brak jasności myśli. Za rubato. Za exempla. Chopin? Degueulasse! Recenzja uruchomiła mechanizm eskalacji. Wszyscy z miejsca poczuli się urażeni. Podobnie postrzega Pan mnie, prawda? Proszę to przyznać, gardzi Pan mną, Panu jest łatwiej, Pan nic nie musi, na niczym Panu nie zależy. Gdzie znajdę tych muzykujących chłopów? Pretensjom nie było końca. Czuł się zaszczuty, na granicy obłędu. Z czasem zaczął odczuwać obrzydzenie również wobec rodzimego języka, francuski okazał się językiem złożeń i językiem złamań, rozpadu w najwyższej postaci. Nie potrafił już czytać w tym nędznym jezyku, nie mógł znieść tych krągłych zdań i ckliwych określeń, przesłodzonych panegiryków na cześć wieszcza.

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się