"Montparnasse-Levallois"

Autor: Ninétte Nerval, Gatunek: Proza, Dodano: 29 lutego 2016, 01:51:09


Odkąd pamięta strapontin czyli dostawka była jego wielkim marzeniem. W latach gimnazjalnych oszczędzał dzięki niej na bilecie, jednak częściej pozwalała wejść do teatru w ostatniej chwili, przycupnąć gdziekolwiek, rozejrzeć się, i po ostatnim dzwonku, zająć wolne miejsce na widowni. Owo obłędne urządzenie znane głównie z autobusów i pociągów, inaczej siedzenie bez oparć, przymocowane sprężynowo do ściany korytarza lub podstawowego fotela ocalało w niektórych teatrach, ponieważ, jak się okazuje, rotacja widzów następuje z mniejszą częstotliwością niż ruch pojazdów transportu zbiorowego. Warto podkreślić, iż straponteny teatralne przyczepione były do obu skrajnych foteli każdego rzędu od strony przejść, były numerowane i odpłatne. Ponadto do każdego biletu dostawało się kupon na kawę i biszkopty. Odpowiednio wcześnie nabywał więc abonament na koncerty w Deutsche Opera odliczając dni i godziny do wyczekiwanego piątkowego wieczoru. Życzyłby wielu miastom pierwszych orkiestr na tym poziomie, co berlińska Rundfunkorchester. Niestety Francuzi nie mieli pojęcia o muzyce, weźmy pierwszy przykład z brzegu, taka powiedzmy Opera de Bastille - jak wiadomo - należała do najohydniejszych scen świata, zaś składającą się z wygłodniałych psychotyków Orchestre National de France dyrygował spedalony gruźlik. Skrzypce symetrycznie, kontrabasy po lewej, stali bywalcy filharmonii wiedzieli w czym rzecz. Jakże tęsknił do piątkowych koncertów Deutsche Symphonie Orchester! On i jego dojmująca słabość do orkiestr radiowych: do przerwy Messiaen, po przerwie Ravel! Anschluss przestrzeni akustycznej! Dla kilku taktów dobrej kompozycji, był gotów znieść ewentualne niewygody. Jeśli idzie o miejsce odsłuchowe, to było mu wszystko jedno, czasem strapontenem była kolorowa poduszka, a siedziskiem strome schody, czasem zaś opasłe wolumeny Fenomenologii Ducha. Gdzie indziej, zwłaszcza podczas przedstawień szkolnych, na dostawkach czuwały panie bileterki, natomiast cała widownia usuwała się na rzecz napływającej rzeki kolejnych chętnych, a krzesło można było postawić praktycznie na scenie. Na dobre koncerty nie przewidywano na ogół nawet dostawek. Zawieszony w porządku tymczasowości, przelotności, zmiany strapontin dawał wolność, pozwalając rozmyślać na tematy niekoniecznie poważne. Lata okupowania sal koncertowych w ich najnędzniejszych fragmentach przestrzennych sprawiły, iż wkrótce stał się on największym znawcą wyślizganych, drewnianych, obitych skórą, sygnowanych, numerowanych lub nie, składanych siedzeń wszystkich sal koncertowych w mieście. Strapontin pozwalał marzyć i rozmyślać o najbardziej wydumanych problematach muzyko-logicznych. Dajmy na to gdyby porównać wielkich filozofów do wielkich dyrygentów to niewątpliwie Hegel byłby Karajanem, Wittgenstein byłby Schönbergiem lub szlifierzem brylantów Webernem. Nic tak nie odświeża umysłu, jak dobre porównanie! pomyślał Philler przymykając oczy i pozwalając myślom oddalić się w bliżej nieokreślonym kierunku, czasem do sobotnich koncertów Orkiestry Filharmonicznej Radia France.

Komentarze (1)

  • To dla ciebie GRAFO-MAŃKA sadzi te gnioty miłosne?

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się