Pułapka Ganzstrasse 7

Autor: Ninétte Nerval, Gatunek: Proza, Dodano: 19 października 2015, 18:03:30

Kim był oskarżony? Jak wskazać winowajcę? Odkąd pamiętał zawsze czuł się nieswojo skręcając w Rue de Rien, tym razem natknął się na marsz Gaullistów pod nowym gmachem Wydziału Prawa kiedy nagle usłyszał podejrzany kobiecy głos wymieniający zagadkowe numery. Ich niepewny status wywołał u niego nieodparte pragnienie wyszukania powtórzeń, drobnych przesunięć, błędów i manipulacji. Dźwięki dobiegały z salonu BINGO, w którym jedynym wypełniającym przestrzeń odgłosem, był dający się mimowolnie dosłyszeć okrzyk “bingo”, jeżeli oczywiście ktoś miał akurat bingo. Bingo! Bingo!Trop de hâte nuit. Podwajamy! Potrajamy! Przyjemność!a potem jeszcze coś, co brzmiało jak: Tu étais morte, et cela ne mentait pas. Wrzaskliwy głos spikera wbijał mu się jak nóż w plecy. Ujadający akustyczny agresor z bezlitosnym okrucieństwem wymieniał wszystkie utwory Chopina, mazurki, nokturny, polonezy. Słuchał, więc zgwałcony tymi wszystkimi preludiami, mazurkami, nokturnami, preludiami, mazurkami, nokturnami i z każdym kolejnym rosła w nim nienawiść. Dość! Był na krawędzi. Kierując się słowami ojca, który powtarzał, iż zawsze należy mieć w zanadrzu plan ucieczki, ewakuował się tamtego feralnego popołudnia w zmiennym tempie rubato, byleby tylko byleby tylko uniknąć napadu obłędu! Jednak kiedy cały ociekał Chopinem, dusił się nim, zdał sobie sprawę, iż faktycznie niczego nie pragnął w tamtej chwili bardziej niż by móc oszaleć, być obcym ciałem, które chciało odejść od zmysłów od tak dawna, teraz zaś obłęd wydawał się wybawieniem, jedyną formą wolności. Można zresztą powiedzieć, przy całej uczciwości, iż całe jego życie było ucieczką, nadużywał wolności poprzez wzory skróconego mnożenia, sprawdzanie tautologiczności, liczenie kroków. Rozbiegał się, więc najpierw najpierw w sennym adagio sostenuto, by dostrzegłszy depczącego mu po piętach Araba nabrać umiarkowanego allegretto, by w finale wreszcie rozpędzić się do zawrotnego presto. Chodziło wszakże o to, by oddać się "przeżyciu przestrzeni" jak wtedy kiedy słuchał pirackich amerykańskich nagrań łączącego w sobie, w czym był mu szczególnie bliski dwie kultury niemiecką i francuską (zwłaszcza Debussy'ego) Waltera Giesekinga. Głos „rekrutował” podmioty spośród jednostek. kwintet dęty, chór chłopięcy. Cała ta nieznośna sytuacja ...kazała mu sądzić, iż być może ów spiker oprócz rozwrzeszczanego rechotu nie dysponował innym narzędziem męskości. Oto więc został wyróżniony jako wybranek zwyrodnialca. Ciała, ciała, ciała, głos rekrutował je wszystkie, te mijane na ulicy, te wychylające się zza kontuarów, „przekształcając” jednostki w podmioty, owa ścisła operacja zwana rekrutacją, była czymś w rodzaju najbanalniejszego wezwania policyjnego.

Komentarze (1)

  • Niczego nie pragnął bardziej, niż oszaleć. Zupełnie, czym innym jest nakręcać się emocjonalnie: bardziej, bardziej, bardziej,wchodząc w histeryczne odczuwanie, niż poczuć choćby cień szaleństwa. Nie mówiąc o szaleństwie. To jest przerażające, zanim się oszaleje. Poruszasz się na powierzchni, ale jak zawsze z klasą:)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się