Pułapka Ganzstrasse 7

Autor: Ninétte Nerval, Gatunek: Proza, Dodano: 19 października 2015, 00:22:31

Pamiętał sprzedawcę, który opchnął mu pierwszy motorower. Ten człowiek poruszał się a wokół niego poruszały się rzeczy. Nie umiał się z nim dogadać. Na każdą kolejną propozycję neurotyk reagował histerycznie. Proszę nie pytać za ile sprzedam i nie proponować mi kwot rzędu stu pięćdziesięciu franków, to za mało, i proszę nie mówić że bez papierów to powinien być za grosze, awanturował się sprzedawca. Jeśli komuś nie pasuje niech kupi zardzewiałego z papierami). Jeśli kogoś interesuje kupno niech zaoferuje rozsądną kwotę. Niech Pan wykona tę samą pomyłkę i pójdzie powspinać się na nieczynny RADAR. Można się umówić pod Odeonem? Przy Saint Germain? Nie nie nie!, możemy najwyżej umówić się na pętli La Défense ponieważ do Odeonu muszę kasować bilet i to mi się nie opłaca!

Uliczni blondyni w strojach tenisowych Lacoste, obściskujący się z tomikami własnej poezji okularnicy we frakach. To miasto pękało w szwach od porzuconych ciał niezdarnych chłopców z przerostem intelektu i kompletnie bezwolnych. W przeciwieństwie do blondynów mających duże oczy, zgodnie z *ruchem odpychającym rękoma*, u brunetów oczy nie były tak widoczne ze względu na ciemną oprawę włosów, szatyni i bruneci byli zorganizowani niejako do środka *ruchem zagarniającym rękoma*, ."Bruneci wydawali mu się zagadkowi przez ten ruch dośrodkowy, poza tym Arab miał pucułowate policzki dlatego oczy wydawały się głębiej osadzone, blondyni byli na wyciągnięcie ręki Twès zolie – komentował Arab. Drogę zachodzili mu lejący się po paryskich pyskach, łajdacy, młodzi aroganccy gówniarze. Ponowoczesna kondycja młodych ludzi w tym mieście nie była łatwa, ponieważ stale zobowiązani byli do udowadniania czegoś sobie lub światu, w odróżnienia do ludzi dojrzałych, żeby nie powiedzieć starych, którzy dopiero osiągnąwszy pewien wiek, mogli normalnie przeżywać dzieciństwo, dopiero wówczas mogli na dobrą sprawę oddać się uciechom ponieważ niczego już nie musieli.
Młodzi, spięci jazzmani z Bouville nie potrafili się bawić. Wystarczyło spojrzeć na tych spiętych dziadków, na tę stu kilową trzydziestoletnią śmierć w cukierni Pierre Hermé przy rue Vaugirard 185, w której nieoczekiwanie rozpoznał kolegę z ecole. Nie poznałby go. Kiedy dorastamy myślimy, że ci wszyscy koledzy z podwórka pozostali kilkuletnimi dziećmi. Uciekający z Berlina z ciężarną żoną Choptiany od kilku dobrych godzin biegał jak postrzelony z głupawym uśmieszkiem po mieście. Jasne było, iż osiągnął całkowite dno, zredukowany, żonaty, zniszczony materialnie i tym razem nie odkłonił mu się skazując na wykluczenie. Philler czuł się niczym Spinoza z amsterdamskiej gminy żydowskiej, zastanawiając się co w gruncie rzeczy hamowało go przed tym, żeby spotkanemu człowiekowi nie dać w mordę, może to, że nikt w konfrontacji z kanalią nie sprosta, nawet jeśliby siebie zaostrzał dzień i noc. – Kanalie spotkasz wszędzie, powtarzał Klipschmeier. W odbiorze treści przeszkadzał mu jego nos. Więc dlaczego i on nie miałby swojego człowieczeństwa przekroczyć, à plus forte raison że sprawiało mu to przyjemność. Był niewyspany, przez całą noc czytał Tako rzecze Zaratustra, przechadzając się pięknym rankiem kwietniowym rue Rivoli spostrzegł, iż w bramie coś śmierdzi. Dlaczego miałby nie pomóc odszczurzyć miasto i nie sprzątnąć tego Żyda? Kim był ów zwykły człowiek, paradygmatyczny Herr X na którego powoływali się adwersarze filozofów. Jeśli człowieka wyznacza funkcja przyporządkowująca zbiór ludzi zbiorowi kolorowych czasopism, programów itp., to człowiek z krwi i kości nie mógł istnieć naprawdę.

Komentarze (1)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się