Pułapka Ganzstrasse 7

Autor: Ninétte Nerval, Gatunek: Proza, Dodano: 20 października 2015, 01:50:00

W marcu jadało się szybko i na mieście, psy ogryzały nogi motocyklistom. W tłusty wtorek Mardi Gras całe miasto ociekało tłustym śniegiem. Wyruszył w miasto z niecnym zamiarem wyłudzenia od obcych papierosa, taki był jego niski i żałosny plan. Niegodziwość tej miary była, jak wiadomo, przymiotem ludzi złych. W rzeczy samej był zły, nigdy nie zrobił niczego dla nikogo, był to klasyczny objaw zdrowia psychicznego. Tamtego popołudnia marzył o macinato fresco z gęstą ciemno-brązową pianą, którą serwowali w pobliskiej kawiarni, kiedy zajął stolik przy oknie z zamiarem oddania się błogiej izolacji, poczuł na sobie cudze spojrzenie. Istniały trzy podstawowe reakcje na zagrożenie - atak, ucieczka i udawanie trupa, przesiadując od czasu do czasu w kawiarniach, szybko jednak się zorientował, iż pierwsze dwie reakcje nie były dla niego korzystne, więc najlepsze było udawanie martwego, w tym wypadku popularna była jedna z jej wersji, udawanie głupiego. Był to jeden z mechanizmów obronnych, fiksacją można było tłumaczyć jego usztywnione zachowanie na jednym tylko sposobie postępowania; Padł ofiarą procedury wyrugowania spontaniczności ze sfery życia publicznego. Ów brak plastyczności zachowania można było określić jako tzw. obronę percepcyjną. Można by, jak sądzę, rzec, iż na gruncie tzw. potocznego ujmowania rzeczywistości, widzimy to, co wiemy i w co wierzymy, i odwrotnie – nie jesteśmy w stanie zobaczyć czegoś, w co nie wierzymy lub o czym nie wiemy. Tak więc w tamtej chwili "nie widział", "nie słyszał", "nie czuł" tego co naprawdę miało miejsce a było dla niego np. bolesne broniąc się przed spostrzeganiem rzeczy, które były przykre, wpadając w pułapkę racjonalnego uzasadniania nieracjonalnych zachowań. 
W Salle Pleyel grali Mozarta, Don Giovanni w wydaniu barokowym zakrawał jakiś ponury profański żart - fałszywie naciągany falset komercji na miarę Mozartowskich kugli serwowanych w austriackich barach "z okazji" ekscytującego jubileuszu Roku Mozartowskiego, a on nie miał pięciu franków na bilet. Stać go było najwyżej na przejażdżkę tramwajem, w trakcie której iście Wagnerowskim porażającym vibrato Kommandora śpiewak zapowiadał kolejne przystanki. 
Lubił tę trasę, na której zdarzało mu się natknąć np. na osobliwie wykrzywiającego usta niemieckiego kontratenora Klausa Nomi w towarzystwie bachowskich partytur czy usta Iana Bostridge’a w czasie wykonywania „Paroles tissées” Lutosławskiego.

Komentarze (2)

  • coś dla konesera, szkoda, że nie dla mnie, bo dobrze pisane

  • w zasadzie poza "Anatomią melancholii" Richarda Burtona wydaną w połowie XVII w. o ile pamiętam, można polecić jeszcze jeden sposób, łatwiejszy, jak stać się ekspresowo erudytą i smakoszem, czytając tylko jednego autora, czy tylko jedną książkę. Czytać Pannę Ninette

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się