ZUGZWANG

Autor: Ninétte Nerval, Gatunek: Proza, Dodano: 19 grudnia 2015, 06:07:53

Nie wiedział już nawet który to był rok, dwa razy kisiel na obiad. To wszystko. Lubił nastrajać się w niewiadomym celu i z niewiadomego powodu. Nie lubił tych dziwnych dni: w kinach wyświetlali poranki, dzieci nie prowadzono do szkół. W mieście panował dziwny nastrój, kiedy jednak się nad nim zastanowić, rozpływał się w namacalności ulic, brzmień nadjeżdżających aut, huku żelastwa przewalających się po szynach tramwajów, innymi słowy zgiełku cywilizacji miasta-labiryntu. Chciałby chociaż raz się zagubić, zgubić, zbić się z tropu roz-wy-prze-myślania, wyrwać z serii nagłych wymuszeń sensu, przyspieszeń, całego tego paskudnego nastrojenia, by możliwie bezboleśnie uniknąć posmaku intensywności. Zdarzało mu się wypuszczać za daleko, na rogatkach miasta tracił orientację, gubił puls, wyczerpany przemierzonymi marszrutami przysiadał w pobliskich parkach i na bulwarach w poszukiwaniu straconego rytmu, wewnętrznego metrum, a co do którego wciąż miał złudzenia. To ono miało go ocalić, nadać ton chaotycznym czynnościom. Codzienne rytuały były wyczerpujące, stanowiły - można by rzec - serie wewnętrznych wymuszeń, nigdy bowiem nie mógł przewidzieć na jak długo wystarczy mu napięcia, czy też tego, co niektórzy określali mianem 'sensu', który najwyraźniej potrafił nadawać krótkim chwilom ale nie sytuacjom a co dopiero fragmentowi życia. Od urodzenia słaby i nerwowy, szarpał się tyleż ze sobą, co z oczekiwaniami jakimi w nim pokładano, zaś schorowani rodzice na każdym kroku próbowali pozbawić go pewności siebie. Znajdował się tu oto w owym nieznośnie przejściowym pasażu dojrzewania, mając dwadzieścia parę lat, rodzice już nas nie chcą, świat zaś jeszcze nie chce. Teraz był kochany wyłącznie przez Giselle, miłością niewinną, choć niekoniecznie bezwarunkową. Tęsknił za beztroskim stanem dziecięcej naiwności pozwalającej mu niegdyś bezkarnie istnieć wpisanym w doskonały porządek wymykającej się uproszczonym prawom przyczynowo-skutkowym rodzicielskiej miłości.

Wiedział, że kiedy matka i ojciec umrą, straci wszystko, przestanie być dzieckiem. Kiedy o tym pomyślał, poczuł się jak gdyby próbowano go zawstydzić. Miał, rzecz jasna powodu do wstydu, choćby ten, iż istniał niejako nie do końca samodzielnie. Był to sekret, o którym nie wiedział nikt poza nim samym, a o którym i on starał się zbyt często nie rozmyślać w obawie przed paskudną świadomością własnego położenia. Ach gdyby przytrafiło mu się coś niespodziewanego. Znaleźć sobie usprawiedliwienie, usprawiedliwienie tych stanów, myśli, uczuć! Móc odciąć się bez poczucia winy! Wracając do domu, postanowił przejechać się ulubioną windą. Idąc od placu Inwalidów (dawniej placu Wolności) po prawej stronie przy Rue Rivoli znajdowała się zaprojektowana przez wielkiego niemieckiego architekta na wygnaniu secesyjna kamienica, posiadająca wypuszczone ściany frontowe z oknami i windę z toaletą. Prawa strona rządziła lewą, góra dołem. Nie pamiętał czy to była szósta może ósma kamienica od strony Luwru. Winda zbudowana została razem z kamienicą i podlegała nieustannym pracom remontowym, choć nigdy nie została zmodernizowana. Odkąd pamięta miał największy podziw dla niemieckiej sztuki budowania miast, ulic, domów i przestrzeni mieszkalnych. To wszystko zasługa Gemuetlichkeit, owej germańskiej sztuki „zamieszkania” w świecie. Ponieważ język był domem bycia, zamieszkali w języku Niemcy substancjalizowali wszystko, co tylko dało się zsubstancjalizować. Terror podmiotu, opresja rzeczownika! Substancjalność języka niemieckiego była widoczna w nazwach ulic i budynków, procesów, stanów i czynności, rozkazów, komend, a nawet w miłosnych wyznaniach. Przerażony ulotnością swojej egzystencji Niemiec wypracowywał sobie mechanizmy obronne przejawiające się m.in. w konstruowaniu tasiemcowatych form językowych. W obawie przed naruszeniem czy też zróżnicowaniem doskonale jednolitej i nieruchomej bryły bytu, użytkownik niemczyzny bał się postawić przecinek. To dlatego wypełnione hydrauliką korytarzy niemieckie mieszkania nie miały końca, natomiast wszechogarniające zwane potocznie  Hubschrauberlandeplatzbeleuchtungsanlage systemy oświetlenia lądowiska helikoptera spełniały funkcję żyrandoli. Wystarczyło przyjrzeć się fascynującym zbitkom w rodzaju: Bezikrsoberschornsteinfegermeistersvorschriftenkatalog, oznaczającym zbiór przepisów okręgowego kominiarza przełożonego, by zrozumieć poetyckość niemieckiego światopoglądu. Podczas gdy monarchistyczna Anglia słynęła ze swojej oryginalnej epistemologii, poezja- Dichtung - stanowiła dla rozdrobnionych niemieckich landów słynących z hydrauliki i metafizyki, coś w rodzaju uszczelki bytu.

 

Gdy wysiadł wreszcie na piątym pietrze, postanowił rozejrzeć się trochę po swojej ulubionej kamienicy. Na pierwszym piętrze od frontu mieszkanie dwupokojowe zajmowały dwie starsze panie, pracownice służby rodziny hrabiego Lautréamont. Jedna z nich była okultyzującą kucharką, druga zaś sekretarką dziedzica Antoniego. To wspaniałe mieszkanie było wypełnione wspaniałymi bibelotami, bezstylowym imitującym prerafaelitów malarstwem i masywnymi dębowymi meblami, w których zatrzaśnięto Zeitgeist.

Komentarze (4)

  • "Podczas gdy monarchistyczna Anglia słynęła ze swojej oryginalnej epistemologii, poezja- Dichtung - stanowiła dla rozdrobnionych niemieckich landów słynących z hydrauliki i metafizyki, coś w rodzaju uszczelki bytu."

    Zdanie o szczególnej, wyjątkowej urodzie:))

    Spotkałem w tekście dwie literówki.

  • Lubił nastrajać się w niewiadomym celu i z niewiadomego powodu.
    Potem konstruktywnie poprowadzone wejście ,,w stany'', nie wiem, czy odmienne:) i to też ciekawe, w tym postawieniu pytania: co odmienne? Mam na myśli pytanie czytelnika. A, to ,,lubił', jak poddawał się, w sensie wpadał w stan bycia obok i obserwacji, samoobserwacji, z lekką ironią.

  • ... ostatnie zdanie ma za dużo wspaniałości. Poza tym pełno w tekście perełek :) obserwacji i syntezy zarazem odautorskiej.

  • gut

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się